Legenda o Duchu Gór – dlaczego nazywano go Liczyrzepą?

W górach nic nie jest takie, jak się wydaje. Czasem wiatr mówi ludzkim głosem, mgła zasłania cały świat… a zwykła wiewiórka okazuje się kimś znacznie potężniejszym. To historia o dziewczynie porwanej do zamku w chmurach, magii, która daje złudne szczęście… i sprycie, który potrafi przechytrzyć nawet władcę gór.
Spis treści

Prolog – Gdy Duch Gór schodzi między ludzi

W górach, gdzie pogoda potrafi zmienić zdanie szybciej niż człowiek, ludzie od dawna opowiadali o tajemniczym władcy żywiołów.

Jedni twierdzili, że jest opiekunem wędrowców, który prowadzi zagubionych przez mgłę. Inni, że surowo karze chciwych i pyszałków. Jeszcze inni mówili, że jest figlarzem, który sprawdza ludzkie serca.

Najłatwiej było go dostrzec wtedy, gdy mgła siadała na kosodrzewinie, a wiatr zaczynał mówić ludzkim głosem.

Wtedy właśnie w górach pojawiał się Duch Gór.

Legenda o duchu gór

Pewnego lata, gdy śnieg dawno zniknął z żlebów, a górskie potoki były czyste jak szkło, Duch Gór postanowił zejść między ludzi.

Nie jako władca burz.

Nie jako duch mgły.

Tym razem przybrał zupełnie niepozorną postać.

Małej rudej wiewiórki.

Usiadł na gałęzi nad potokiem i obserwował ludzi. Śmiech młodych dziewcząt niósł się wzdłuż doliny dalej niż echo.

Jedna z nich przykuła jego uwagę bardziej niż inne.

Dziewczyna nazywała się Emma – choć w różnych opowieściach pojawiają się też inne imiona.

Była córką zamożnego pana, a jej serce skradł młody książę.
W jednych wersjach legendy miał na imię Mieszko, w innych Racibor.

Duch Gór patrzył na nią coraz dłużej.

Aż w końcu pomylił zachwyt z prawem do posiadania.

I wtedy wydarzyło się coś nagłego jak górska burza.

Gdy dziewczęta krzyczały nad potokiem, wiatr nagle poderwał się jak żywa istota.

Liście uniosły się w powietrze, woda w potoku zawirowała, a mgła zgęstniała tak bardzo, że na chwilę zasłoniła cały świat.

Emma poczuła tylko silny podmuch.

Ziemia zniknęła jej spod nóg.

Unosiła się w powietrzu, niesiona przez wir wiatru, który pędził coraz wyżej – ponad drzewa, ponad skały, ponad górskie doliny.

Pod nimi przesuwały się lasy i potoki, a szczyty Karkonoszy wyglądały jak kamienne wyspy w morzu chmur.

Dopiero gdy wiatr ucichł, a mgła powoli opadła, Emma zobaczyła przed sobą ogromne kamienne mury.

Zamek stał samotnie wysoko w górach, jakby wyrósł prosto ze skały.

I wtedy zrozumiała, że nie jest już w swoim świecie.

Emma obudziła się w kamiennym zamku wysoko w górach.

Niektóre legendy mówią, że znajdował się na samej Śnieżce.
Inne twierdzą, że był ukryty gdzieś głęboko wśród chmur i skał.

Zamek był ogromny i piękny.

Ale Emma szybko zrozumiała, że jest w nim coś gorszego niż chłód kamiennych ścian.

Była tam sama.

Duch Gór próbował ją przekonać, że wszystko będzie dobrze. W wielu opowieściach przybierał nawet postać przystojnego młodzieńca.

Ale samotności nie da się zaczarować.

Pewnego dnia Duch Gór przyniósł Emmie kosz rzep.

W niektórych wersjach legendy było ich tylko kilka.
W innych – całe kosze.

Razem z nimi dał jej coś jeszcze.

Zaklęcie.

– Dotknij rzepy różdżką – powiedział – a stanie się ona kim tylko zechcesz.

Emma spróbowała.

I nagle w zamku pojawili się ludzie, zwierzęta, dwórki, muzycy i przyjaciele.

A zamek na chwilę wypełnił się śmiechem.

Duch Gór nie przyniósł Emmie tylko jednego kosza rzep.

Pokazał jej także ogród ukryty za murami zamku.

Było to niezwykłe miejsce – niewielka dolina między skałami, gdzie zawsze panowała wiosna. W miękkiej ziemi rosły rzepy większe niż ludzkie głowy. Niektóre były złotawe, inne niemal białe jak mleko.

– To twój ogród – powiedział Duch Gór. – Jeśli będziesz o niego dbać, nigdy nie zabraknie ci towarzystwa.

Emma zaczęła więc pielęgnować rośliny.

Codziennie podlewała grządki, spulchniała ziemię i zbierała najdorodniejsze rzepy. Z czasem nauczyła się rozpoznawać te najlepsze – te, które po dotknięciu różdżką zmieniały się w najbardziej przekonujących ludzi.

I tak powstał w zamku dziwny dwór.

Dwór, który wyrósł z ogrodu.

Radość Emmy niestety nie trwała długo…

Magia miała swoją cenę.

Rzepy zaczynały więdnąć.

A kiedy warzywo więdło – znikała też postać, którą przybrało.

Dwórki rozpływały się jak mgła.

Muzyka cichła.

I zamek znowu pogrążał się w ciszy.

Emma zrozumiała wtedy coś bardzo ważnego.

Jeśli nic nie zrobi – zostanie tu na zawsze.

Emma wykorzystała ostatnie rzepy.

W jednej z wersji legendy stworzyła z nich pszczołę.
W innej – ptaka.

Posłaniec miał tylko jedno zadanie.

Polecieć do jej ukochanego i przekazać wiadomość- Pomóż mi.

Kiedy plan ucieczki był gotowy, Emma zrobiła coś niezwykłego.

Poprosiła Ducha Gór o przysługę.

– Skoro rzepy są tak ważne – powiedziała – policz wszystkie.

Nie tylko te w zamku.

Wszystkie.

Te w ogrodach.
Na polach.
W spiżarniach.

Duch Gór potraktował to zadanie bardzo poważnie.

Ruszył liczyć.

Jedną po drugiej.

Gdy tylko Duch Gór opuścił zamek, Emma wykorzystała swoją szansę

I z największej rzepy stworzyła skrzydlatego konia.

Pegaza.

Wskoczyła na jego grzbiet i razem wzlecieli nad górskimi przepaściami.

Kiedy Duch Gór wrócił do zamku, było już za późno…

Emma zniknęła.

W wielu opowieściach mówi się, że w gniewie zburzył wtedy swój zamek, a nad górami rozpętała się burza.

Ludzie zaczęli opowiadać historię o tym, jak potężny władca gór dał się przechytrzyć dziewczynie i… rzepom.

I właśnie wtedy pojawiło się przezwisko- Liczyrzepa

Epilog

Od tamtej pory Duch Gór pojawia się w legendach pod wieloma imionami.

W Polsce często mówi się o nim Liczyrzepa.
W Czechach – Krakonoš.
W dawnej tradycji niemieckiej – Rübezahl.

Czasem jest surowy.
Czasem pomaga wędrowcom.
Czasem tylko obserwuje.

A kiedy nagle w górach zmienia się pogoda, starsi górale mówią pół żartem, pół serio:

Może ktoś znowu przypomniał mu o rzepach…